Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 października 2013

Coś z Grecji.

Przyleciały do nas - podarunki od męża.
Dziewczyny dostały słodycze oraz bambosze - na nadchodzące chłody i zimę jak znalazł, w swoich ulubionych kolorach. Bambosze wykonane z haftowanego filcu w środku są ocieplane.
Dla Ninki - różowe, dla Oliwki - niebieskie.

Kolejne podarunki kulinarne dla mnie :))) i innych którzy załapią się aby spróbować specjały to:
chałwa, feta, ciasto filo i pasta tahini.
Napiszecie że to wszystko można dostać w Polsce - zgadza się tylko, że wychodzi to drożej.
Na przykład pasta tahihi - wykorzystuję ją do pasty z ciecieżycy (którą przywozimy z Hiszpanii lub Włoch). Przyleciała niestety w stanie uszkodzonym i to co udało się uratować wlałam do pudełka - ale do rzeczy czyli ceny. Pudełko kilogramowe kosztowało około 4 Euro - sprawdźcie ile pasta kosztuje w internecie. Ciasto filo tez wyjdzie drożej - do wszystkiego dodać należy koszty przesyłki.
Pasta z ciecieżycy to dodatek do mięsa, warzyw -  ulubiona pasta mojej Oliwki, z ciasta filo upiekę coś na słodko lub słono, chałwę wszyscy chętnie zjedzą a feta wyląduje w sałatce lub w cieście.
Dla mnie i tylko dla mnie były naparstki. Aż 4 szt.
Dwa typowe - z flagą Grecji i z Akropolem
 
Dwa związane ze stylem greckim.
Dziękuję za odwiedziny u mnie i zapraszam ponownie.

czwartek, 27 grudnia 2012

Kto by się nie cieszył z takich prezetów.

Ja się cieszę bardzo. Dostałam ich całkiem sporo. Wam pokaże te związane z moim hobby i zainteresowaniami. Pierwszy ręcznie robiony , bardzo ładny, praktyczny. Same naj - wykonany przez Jamajkę - kalendarz.



.

Największy prezent, który prędzej czy później większość zajmujących się robieniem kartek, scrapów itp.

A książka Kuchnia Polska- Encyklopedia sztuki kulinarnej powinna znaleźć się w każdym domu.
Wykroniki musiałam szybko wypróbować by sprawdzić czy maszynka działa ;)

środa, 26 września 2012

E viva España.

Witam Was z Hiszpanii - a myślałam, że nie będę miała internetowego kontaktu ze światem :))).
Tym razem nie słonecznej ale pochmurnej, pomimo to chce się żyć.
Odwiedzam ten kraj po dwuletniej przerwie. Przypominają się znajome rzeczy, miejsca czy zwyczaje. Dla niektórych rzeczy można kochać Hiszpanię (samochody zatrzymują się przed pasami i pieszy może przejść bez problemów)  a za niektóre znienawidzić (obsługa-kelnerzy w restauracjach, mają czasu co nie miara zanim Ci coś podadzą i zanim przyniosą rachunek).

Oczywiście będąc w Madrycie nie mogło się obyć bez spotkania z Madziorkiem - dziękuję za wszystko i jak zwykle miałyśmy za mało czasu na pogaduszki. Magda towarzyszyła mi  i podczas rajdu po "naszych" sklepach i tu widać zmiany (w innych miejscach też). Sklepy zmieniają ofertę i dostosowują ją do pojawiających się nowinek - widziałyśmy różne krosna do loomingu, pomocniki do robienia kokardek, kwiatków. Widziałyśmy też narzędzia do scrapbookingu (maszynki i wykrojniki). Sklepy posiadają materiały do innych robótek - filc, wełna czesankowa, koraliki, goma Eva (nie wiem jak to przetłumaczyć na język polski - jest to zbita gąbka gąbka ale taka miękka) wycina się z niej kształty, maluje się i robi fantastyczne rzeczy. Inne rzeczy o których nie wiemy do czego służą też mieli.Oczywiście żadna z nas nie wzięła aparatu aby uwiecznić tę chwilę. Za to teraz mogę Wam pokazać czym zostałam obdarowana przez Magdę.

 Ja dla Magdy też coś przygotowałam ale jedna z rzeczy niestety nie poleciała (przed wyjazdem mieliśmy urwanie głowy) - pudełeczko, które przygotowałam dla Magdy zostało w samochodzie - mam nadzieję, że kiedyś i tak do niej dotrze.

Z podróży tej na pewno przywiozę naparstki - kolekcja się powiększy a po rozmowie z Magdą i przeczytaniu jej posta o pamiątkach , które przywiozła z Barcelony już jestem pewna, że i ona zbiera naparstki, a zaczęło się niewinnie jak i w moim przypadku od naparstka, który ktoś jej podarował.

Pokaże wam co przywiozę z tej podróży - oprócz naparstków - poświecę im oddzielny post.
Stempelki z sówkami i świątecznymi bombkami, ozdobne chusteczki, wstążeczki.

Stempelki tagi, wstążeczki, małe dzwoneczki, koraliki na plecionce.

Gotowe tagi.


Jeszcze zabaluję w Hiszpanii kilka dni ale już jestem z wyjazdu zadowolona.

 

niedziela, 1 lipca 2012

Inne robótki ręczne i rozwiązanie zagadki.

Jedna z koleżanek Oliwki z klasy Ola uwielbia balet i ... robótki ręczne. Uczy koleżanki jak robić bransoletki z filofanów, z muliny i inne fajne rzeczy. Jestem trochę zaskoczona jej zapałem do tego typu prac. Z okazji urodzin zakupiłam dla niej również coś co może wypróbować robić. Po rozmowie telefonicznej z jej mamą wiedziałam, że Ola chciałaby otrzymać krosno. Szybko więc rozpoczęłam poszukiwania krosna. Wybór był duży, tylko które było by odpowiednie ? Szukałam, szukałam, aż znalazłam. Niby to krosno ale trochę inne i gdzieś coś już podobnego widziałam.
Znów rozpoczęłam poszukiwania. W końcu znalazłam. Szukałam kursu robienia szalików w włóczki pomponowej na palcach. Tak tak dobrze czytacie.  Jedna z blogowiczek tę technikę odszukała już wcześniej w internecie i poświeciła temu specjalnie post. Yadis  - zamieściła tutaj filmiki które znalazła w internecie. Widziałam robione szaliki z włoczki pomponowej i zastanawiałam się jak się je robi. Teraz już wiem, że to proste jest.
Na ratunek w poszukiwaniach przyszła mi też Magda i oświeciła mi,  że teraz na fali jest włóczka nitka, z siatką. Nitka i siatka ? Tak coś takiego wymyślili nazywa się - Strarbella Ruffle  - zobaczcie filmik instruktrażowy tutaj.

Wracając do włoczki pomponowej mieszkając Hiszpanii w "chińskich sklepach" było tego typu włóczki bardzo dużo - różne kolory i kształty, owalne lub okrągłe pompony (dziś żałuję, że nie kupiłam sobie takiej włóczki). Moje żale wysłuchała znów Magda przysłała mi upragnioną włóczkę.
Dzięki wielkie za niespodziewaną przesyłkę - bardzo mile nas zaskoczyłaś (nie oniemiałam ;))

Kolejny pomysł robótkowy postanowiłam za pozwoleniem autorki wykorzystać.
Agnieszka pokazała świetny pomysł na blogu jak odratować sandałki. Reanimację Oliwki sandałów pomogły mi przeprowadzić dary od Madziorka.
Magda wykonała kiedyś dla mnie i sprezentowała mi szydełkowe kwiatki. Zrobiła ich kilkanaście sztuk, ja szydełkiem nie umiem operować. Do sandałków przyszyłam dwa żółte kwiatki i fioletowe guziki. Przypomniała mi się pewna prawda, że na nie które rzeczy musi przyjść czas i muszą znaleźć odpowiedniego nabywcę.

A teraz pora na rozwiązanie zagadki.
Odpowiem na nią dwoma  równaniami.

2+3+4= 2+1+2+3+1= 9!

Zwycięzcą zabawy zostaje  klaudyna - Gratuluję i poproszę o kontakt na maila chica111@gazeta.pl

piątek, 29 czerwca 2012

Madziorkowe dary.

Z Magdą poznałyśmy się w Madrycie ze 4 lata temu. Kontakt utrzymujemy ze sobą do dziś. Jest to bardzo miłe ponieważ ostatnio rozmawiałam z mężem i koleżanką o właśnie znajomościach zawartych sprzed lat 3, 5, 10. Nie wiele z nich zostało - pomimo zapewnień i próby ich podtrzymywania.
Dziś chciałabym podziękować Magdzie za pamięć i przesyłkę jaką dla nas przygotowała.
Magda już w swoim blogu poinformowała co dla nas przygotowała - ja na potwierdzenie pokazuję.

Ja dla Oliwki zaplanowanego haftu nie wykonałam, bo jak widzicie od wyszywania skutecznie odciąga mnie papier. Prace z niego powstają znacznie szybciej ale mam nadzieję, że do wyszywania prędzej czy później wrócę.
Magda przysłała dla mnie coś co będę chciała w te wakacje wypróbować ale o tym i innej rzeczy Madziorkowej która się do czegoś przydała w kolejnym poście.

wtorek, 4 października 2011

Prezenty i zakupy.

Miniony tydzień był dosyć ciężki dla mnie - dziewczyny poprzeziębianie, mnie też od wtorku dopadło przeziębienie no i mąż na wyjeździe. Za to końcówka była piękna jak pogoda. Same niespodzianki, prezenty i udane zakupy.

Z Iwoną koresponduje i znam się już jakiś czas. Mam nadzieję, że nasze spotkanie prędzej czy później dojdzie do skutku. Tym czasem od Iwony otrzymałyśmy przesyłkę.
Iwona przysłała nam przydasie scrapkowe (widoczne na zdjęciu) i książeczki dla dziewczynek. Młodsza córka jak tylko znalazła w książeczce ryby zaczęła je całować. Dziękuję Iwonie za pamięć i za wszystkie podarki. Na pewno umilą nam czas.

W piątek i weekend mogłam wyjść na "swobodne zakupy". Moje łupy to papierowe kwiatki "giganty" oraz stojaczek z kurą. Domek na zdjęciu kupiłam w internecie.

Aż nadszedł dzień chwały. Prosto z Włoch wróciła małżonek z darami dla całej rodzinki. Jego włoskie zakupy były imponujące - nawet nie wiedziałam, że walizka może tyle pomieścić. Z Bari przyleciały do nas Canelli (ciasteczka) z trzema rożnymi nadzieniami.

Nie mogło też zabraknąć serów - mozarelli i delfinka z caciocavallo. Za 1,8 kg specjałów zapłacił tylko 13,29 Euro i to za świeże produkty.
Specjalnie dla Was odnalazłam zdjęcie sprzed 6-ciu laty kiedy to pierwszy raz odwiedziliśmy we Włoszech region Apulię. Z stamtąd przywieźliśmy oczywiście mozarellę oraz ser caciocavallo.
Wówczas zakupiliśmy ptaszka i małą owieczkę.
Caciocavallo wisiał kilka dni w kuchni pod oknem.
Niestety nie uwieczniliśmy jeszcze jednego specjału z mozarelli (niedoczekał bo szybko go zjedliśmy). Był to ser rozwałkowany jak placek (naleśnik). W jego wnętrzu znajdowała się szynka parmeńska oraz sałata rucola. Całość była zrolowana jak rolada. Można było kroić małe roladki i się zajadać oraz place lizać.

Właśnie znalazłam coś podobnego w internecie.

Z ogródka znajomego przyleciała opuncja (mąż poprosił o kilka a znajomy Włoch przyniósł pół wiaderka - oczywiście nie możliwe było wszystko do wzięcia). Owoce kaktusa jedliśmy już wcześniej i miały miąższ koloru pomarańczowego. Te poniższe zaskoczyły nas kolorem i smakiem - były bardzo soczyste.
Kolejne przysmaki to mój ulubiony likier z karczochów - Cynar (właśnie piję sobie drineczka i pisze do was ten post cyrar+cola+sok z cytrynki = mniam, mniam, mniam - jeżeli ktoś lubi gorzkawy smak). Ciasteczka prosto z ciastkarni pieczone były tego samego ranka.
 Dostałam również nową patelnię i dziewczynki oczywiście dostały super prezenty od Tatusia.

A wczoraj poszłam na zakupy do Lidla i jestem posiadaczką  gilotyny-trymera (2w1).
Już wypróbowałam ją i jestem jak na razie zadowolona - okaże się faktycznie w takcie częstszego używania czy warto było.

Gilotyna waży 1,37 kg więc wagowo jest ok. Z jednej strony jest gilotyna z wysuwaną rączką a po odwróceniu całego "ustrojstwa" znajduje się trymer. Z każdej strony są dobrze widoczne linijki oraz kątomierz.

Dołączona jest instrukcja obsługi i tu uwaga bo bym rozwaliła urządzenie. Jeżeli chcecie ciąć trymerem i przekręcić gałkę z ostrzami należy nacisnąć czarny przycisk z góry (ponad pokrętłem). W instrukcji napisali niejasno, że należy "wyciągnąć blokadę głowicy tnącej do góry". 

 
Trochę liczyłam na to, że z wyprawy mój mąż przywiezie mi naparstki ale niestety nie tym razem (nawet już oglądał ale jak stwierdził moje są ładniejsze niż to co widział). Ale jeszcze kto wie możne coś w październiku nowego wpadnie - będzie w kolejnej podróży to dyspozycje zakupowe dostanie ;)

czwartek, 23 czerwca 2011

Moje Little Green'y w Crazy Cross Stitch 153

Moje Little Green'y ukazały się w najnowszym wydaniu gazetki Crazy Cross Stitch (nr)153.

Marta prowadząca bloga Hafciki Marty też"dostąpiła" tego wyróżnenia. Marta kupuje gazetkę i mogła sprawdzić czy ukazała się wzmianka. A więc ukazała się.

piątek, 27 maja 2011

Dzień Mamy

Jest już za nami, minął tak jak kolejny dzień - no może nie był taki zwykły, bo świętowałam go w dwójnasób.
Moja Mama była też z nami.
Z tej okazji kupiłam dla niej kwiaty i wręczyłam wykonaną na kursie decopage'u rzecz.
I tu pokażę wam już gotowy produkt gdyż się nie doczekałam do tej pory zdjęć z zajęć podczas, których poznawałam tę technikę zdobienia przedmiotów. Jeżeli jednak kiedyś dotrą do mnie zdjęcia to wkleję je - może będę kiedyś mile zaskoczona.
Była też okazja wytłumaczyć mojej starszej córce że Babcia Jadzia to moja Mama. Oliwka na Dzień Mamy przygotowała dla mnie dwie rzeczy:

Torebeczka z papieru zawierała wewnątrz życzenia i kupon (jednorazowy) na podanie śniadania do łóżka. Bardzo spodobały mi się te prezenty.

Ten dzień skłonił mnie do refleksji. W tym miesiącu wydarzyło się bardzo dużo rzeczy, na które nie mamy wpływu ale nie pozostawiają nas obojętnymi na to co się dzieje dookoła. Nie będę się Wam rozpisywać czym mnie zaskoczyło życie. Wniosek jaki mi się nasunął to jeżeli nasze społeczeństwo obecnie boryka się z takimi problemami i sobie nie radzi to dokąd zmierzamy? Jak będzie wyglądać życie Polaków za 10, 20, 30 lat? Wiadomo, że są wyjątki od "anomalii" ale tych wyjątków jest bardzo mało. Trochę mnie przeraża wizja przyszłości a jednym z czynników, który maiła wpływ na obecny stan rzeczy to według mnie postęp cywilizacyjny. Ale głowa do góry - jutro będzie lepiej.