środa, 12 października 2011

Świąteczny Sal 2011 - cz.I - wybór muliny.

W poprzednim poście dotyczącym Światecznego Sal'a 2011 pokazywałam Wam kanwy które wstępnie wybrałam do wyszywania obrazka. Zdecydowałam, że będę wyszywała na jasno niebieskiej kanwie.
Jest to kanwa pierwsza od prawej strony (ta środkowa kanwa to inny odcień niebieskiego - niestety nie fioletowa).

Kolejny dylemat dotyczył wyboru muliny - w jakim kolorze wyszywać ? Pierwsza myśl to oczywiście biała mulina ale za chwilkę pomyślałam o niebieskim kolorze. Wyciągnęłam z zasobów mulinki w odcieniach niebieskich i w drodze eliminacji na placu boju pozostały poniższe muliny .

Wśród mulin były muliny cieniowane jednak niebieska mulina wygrała. Nadal kusi mnie też wyszywanie mulina białą. Zobaczymy może powstaną dwa obrazki ?

Rozpoczęłam już wyszywanie i jak na razie w obrazku jest tyle - rozpoczęłam wyszywanie od środka.
W trakcie wyszywania będę kombinować: z rokiem (wyszyć go czy nie), z małymi krzyżykami (jak na razie myślę o półkrzyżkach) i o mulinie metalizowanej lub/i niciach dających odblask (filmament).

wtorek, 11 października 2011

Domek nr 9 jest już u Agieszki.

Kanwę ze Słownikiem Domkowym Agnieszki  otrzymałam w czwartek w ubiegłym tygodniu. Mój haft kończy zabawę na Mamuśki kanwie. Ponieważ nadarzyła się okazja postanowiłam wyszyć ten wzorek szybko. W trakcie wyszywania pomyliłam się i nie potrafiłam znaleźć błędu. Błąd ten jednak nie ma wpływu na wygląd całego obrazka - mam nadzieję, że Agnieszka mi wybaczy. Wszystko to za sprawą pośpiechu, który jak mówi powiedzenie wskazany jest przyłapaniu pcheł. Tak wyglądało wyszywanie domku nr 9.

Z dotychczasowych wyliczeń wynika, że wyszyję jeszcze domek nr 7.

niedziela, 9 października 2011

Szuflady zecerskie - cz. VI - inne zastosowanie.

Abyście miały co oglądać w wolnej chwili przygotowałam dla Was dziś znów porcyjkę szuflad zecerskich. Tym razem szuflady w innej niż hafciarskiej odsłonie. Inni myślą  i też fajne zastosowanie dla nich wymyślili.
Te małe buteleczki są prawdopodobnie po  perfumach lub są jeszcze z zawartością.
Ktoś kto lubi sowy znalazł im nowe miejsce.
Naparstki i inne robótkowe  gadżety.
"Wzornik" orientalnych materiałów.
Minerały - nawet z opisem.
  
Różności.
Szpulki z nićmi.
Znów różności.
Odważył się ktoś wyłożyć odważniki.
Figurki - chyba armia.
Mix.
Muszelki - coś jak pamiątka z wakacji.
Ania - piegucha - znalazła podobne zastosowanie - ekspozycja kolczyków. Pewnie Ani kolczyki w jednej szufladzie by się nie zmieściły.
Stylizowana w starym stylu.
Biżuteria.
Znów stylizowana szuflada - pasowałaby do pracowni krawieckiej.
Wczoraj przeżyłam chwilę grozy - po wejściu na blog wyświetlała się komunikat, że blog został usunięty. Szukałam, czytałam, pisałam i poszłam spać z przeświadczeniem, że już nie ma mojego bloga. Szkoda mi było samych blogów do których zaglądam (w pasku bocznym mam zapisanych 166 blogów tylko w kategorii "Moja Lista blogów"). Nie dawała mi spokoju ta sytuacja bowiem mój blog widoczny był na innych blogach (gdyby został usunięty nie było by go tam) jedynie nie wyświetlał się. Czytając teraz już dogłębnie regulaminy i różne zasady dowiedziałam się, że Blogger może usunąć moje wszystkie blogi (6 szt.) nie powiadamiając mnie o tym :(((( No cóż jeżeli ktoś skasuje mój blog mi będzie smutno  i chyba nie zdecyduję się na pisanie ponownego bloga o robótkach. Jedyny blog jaki mogłabym prowadzić o blog z realizacji naszego marzenia ale o tym innym razem. Dziewczyny dziękuję za Wasze wizyty w moim blogu. Liczę na to , że jeszcze sporo postów napisze w tym blogu.

piątek, 7 października 2011

Zapisałam się na "Świąteczny SAL 2011".

Skusiła się na Świąteczny SAL ze względu na wzór, który będzie wyszywany.

Wzór Lili Soleil  Val D'Abondance Blanc spodobał się wielu osobom. Do tej zabawy został utworzony specjalny blog "Świąteczny SAL 2011". jestem ta szczęściarą że jeszcze "załapałam się na uczestnictwo" w tej zabawie (tylko 100 osób może być zaproszonym do prowadzenia bloga choć pewnie blisko setki osób już jest) .


Drugi powód to taki że takie akcje mnie mobilizują do wyszywania. Coś mój zastój w robótkowaniu trochę trwa z rożnych powodów (trochę lenistwa, trochę chorób i obowiązków domowych, które wytapiają czas).
A obecnie moja młodsza córka  Ninka znów chora tym razem wszystko na raz : zapalenie gardła, krtani i oskrzeli więc mam antybiotyk, inhalacje, syropki, krople do nosa i probiotyk w jednym.

Wzory (zostały wybrane dwa spośród 10 w drodze głosowania) wyszywane będą jednym kolorem lub mulina cieniowaną. Od razu wyciągnęłam z szafy moje zapasy materiałów i w drodze eliminacji zostały do wyboru poniższe kanwy.


Do kanw zostanie jeszcze mi wybrać kolor muliny.

A wczoraj dotarła do mnie kanwa organizatorki RR - domkowego słownika mamuśki. Będę wyszywać na jej kanwie ostatni domek.

Właśnie policzyłam uczestniczki  - jest ich 93 - mała poprawka już jest 96.

wtorek, 4 października 2011

Prezenty i zakupy.

Miniony tydzień był dosyć ciężki dla mnie - dziewczyny poprzeziębianie, mnie też od wtorku dopadło przeziębienie no i mąż na wyjeździe. Za to końcówka była piękna jak pogoda. Same niespodzianki, prezenty i udane zakupy.

Z Iwoną koresponduje i znam się już jakiś czas. Mam nadzieję, że nasze spotkanie prędzej czy później dojdzie do skutku. Tym czasem od Iwony otrzymałyśmy przesyłkę.
Iwona przysłała nam przydasie scrapkowe (widoczne na zdjęciu) i książeczki dla dziewczynek. Młodsza córka jak tylko znalazła w książeczce ryby zaczęła je całować. Dziękuję Iwonie za pamięć i za wszystkie podarki. Na pewno umilą nam czas.

W piątek i weekend mogłam wyjść na "swobodne zakupy". Moje łupy to papierowe kwiatki "giganty" oraz stojaczek z kurą. Domek na zdjęciu kupiłam w internecie.

Aż nadszedł dzień chwały. Prosto z Włoch wróciła małżonek z darami dla całej rodzinki. Jego włoskie zakupy były imponujące - nawet nie wiedziałam, że walizka może tyle pomieścić. Z Bari przyleciały do nas Canelli (ciasteczka) z trzema rożnymi nadzieniami.

Nie mogło też zabraknąć serów - mozarelli i delfinka z caciocavallo. Za 1,8 kg specjałów zapłacił tylko 13,29 Euro i to za świeże produkty.
Specjalnie dla Was odnalazłam zdjęcie sprzed 6-ciu laty kiedy to pierwszy raz odwiedziliśmy we Włoszech region Apulię. Z stamtąd przywieźliśmy oczywiście mozarellę oraz ser caciocavallo.
Wówczas zakupiliśmy ptaszka i małą owieczkę.
Caciocavallo wisiał kilka dni w kuchni pod oknem.
Niestety nie uwieczniliśmy jeszcze jednego specjału z mozarelli (niedoczekał bo szybko go zjedliśmy). Był to ser rozwałkowany jak placek (naleśnik). W jego wnętrzu znajdowała się szynka parmeńska oraz sałata rucola. Całość była zrolowana jak rolada. Można było kroić małe roladki i się zajadać oraz place lizać.

Właśnie znalazłam coś podobnego w internecie.

Z ogródka znajomego przyleciała opuncja (mąż poprosił o kilka a znajomy Włoch przyniósł pół wiaderka - oczywiście nie możliwe było wszystko do wzięcia). Owoce kaktusa jedliśmy już wcześniej i miały miąższ koloru pomarańczowego. Te poniższe zaskoczyły nas kolorem i smakiem - były bardzo soczyste.
Kolejne przysmaki to mój ulubiony likier z karczochów - Cynar (właśnie piję sobie drineczka i pisze do was ten post cyrar+cola+sok z cytrynki = mniam, mniam, mniam - jeżeli ktoś lubi gorzkawy smak). Ciasteczka prosto z ciastkarni pieczone były tego samego ranka.
 Dostałam również nową patelnię i dziewczynki oczywiście dostały super prezenty od Tatusia.

A wczoraj poszłam na zakupy do Lidla i jestem posiadaczką  gilotyny-trymera (2w1).
Już wypróbowałam ją i jestem jak na razie zadowolona - okaże się faktycznie w takcie częstszego używania czy warto było.

Gilotyna waży 1,37 kg więc wagowo jest ok. Z jednej strony jest gilotyna z wysuwaną rączką a po odwróceniu całego "ustrojstwa" znajduje się trymer. Z każdej strony są dobrze widoczne linijki oraz kątomierz.

Dołączona jest instrukcja obsługi i tu uwaga bo bym rozwaliła urządzenie. Jeżeli chcecie ciąć trymerem i przekręcić gałkę z ostrzami należy nacisnąć czarny przycisk z góry (ponad pokrętłem). W instrukcji napisali niejasno, że należy "wyciągnąć blokadę głowicy tnącej do góry". 

 
Trochę liczyłam na to, że z wyprawy mój mąż przywiezie mi naparstki ale niestety nie tym razem (nawet już oglądał ale jak stwierdził moje są ładniejsze niż to co widział). Ale jeszcze kto wie możne coś w październiku nowego wpadnie - będzie w kolejnej podróży to dyspozycje zakupowe dostanie ;)

sobota, 1 października 2011

Jarmark Pałucki - cz I.

Jarmark Pałucki to zjazd twórców ludowych z Kujaw, Pałuk, Borów Tucholskich, Kaszub , Krajny, Ziemi Dobrzyńskiej i Ziemi Chełmińskiej (dla wielu z Was niektóre nazwy krain są nieznane). Zjazd ten ma długą tradycję - odbywa się corocznie w Żninie we wrześniu od 1966r. Podczas tej imprezy odbywa się również przegląd kapel, śpiewaków, gawędziarzy i zespołów folklorystycznych.

Pewnie już zauważyłyście, że lubię posty pisać w odcinkach - wszystko to w trosce o czytelników. Zaglądacie przecież do wielu blogów i nie chcę Was zanudzać przydługimi postami. Po za tym może Was zaciekawię na tyle, że będziecie do mnie często zaglądać.

Tegoroczny Jarmark miał miejsce się w jednej z głównych ulic starego miasta - na ulicy Śniadeckich. Zawsze areną występów zespołów ludowych i miejscem kiermaszu był Rynek (Plac Wolności), który obecnie jest w trakcie kontrowersyjnej rewitalizacji.


Na Jarmarku od kilku lat można nabyć dzieła nie tylko twórców ludowych. Zjeżdżają do Żnina również ludzie zajmujący się wszelakimi sztukami i robótkami ręcznymi.

W tym roku można było zobaczyć lub kupić rzeczy uwiecznione na zdjęciach (zobaczycie nie wszystkie stoiska wybrałam kilkanaście):
- rzeźby,



-  wyroby ze sznurka,


- obrazy,
- ceramikę (różnego rodzaju),

- świece,



- wyroby z filcu,
- kamienne ozdoby,
- ozdobne jajka,

- oprawione w skórę książki, notesy, kalendarze,
oraz drewniane zabawki, ptaszki, zwierzęta, wyroby z wikliny, z soli kamiennej , biżuterię, wyprawiane skóry i wyroby futrzarskie, wędliny, miód i pieczywo.  Najwięcej stoisk oferowało rzeźbę, hafty i szydełkowe rzeczy - napisze o tym w cz. II.  W etykietkach stworzyłam kategorię Pałuki - w tej kategorii będę pisała o moim regionie i sprawach a nim związanymi.